unnamed

O Widzewie po raz kolejny

               „O WIDZEWIE PO RAZ KOLEJNY … Z DEDYKACJĄ DLA RADOSŁAWA  MATUSIAKA ”

 

Trzeba sprecyzować, że poniższy tekst jest moją odpowiedzią na artykuł Radosława Matusiaka „ O Widzewie raz jeszcze… z dedykacją dla Mirosława Tłokińskiego”, który ukazał się zaraz po moim felietonie „ RaduMatu – koń, który mówi”. Ten z kolei był odpowiedzią na materiał Radosława „Matusiak w formie ! Widzew podstarzały playboy, Mila i ustawa hazardowa”.

Na samym początku chciałem powiedzieć,że jestem zaszczycony tak szybką kontrą z dedykacją dla mnie. Nie było to jednak niespodzianką, bo jeden z fanatyków Widzewa (Nowy) już mnie o tym uprzedzał pisząc „- podejrzewam, że już zbiera informacje na pana temat. A ten Stanowski mu pomaga”. Nie wiem czy pan Krzysztof pomagał, ale normalnie spodziewałem się odpowiedzi jak zwykle w czwartek, a otrzymałem już w środę ! Postaram się udowodnić, że pośpiech nie jest dobrym doradcą w pojedynku słownym ze mną .

 

Panie Radosławie,

 

Pozwoli pan,że podzielę pański artykuł na 25 części, nic nie zmieniając i odpowiem na każdą z nich ? Taki dialog miedzy nami. Wiem, że w dzisiejszych czasach mało kto lubi czytać długie teksty, dlatego uprzedzam, że zapraszam tylko tych wytrwałych.

Nawiązując do pana wstępu chciałbym powiedzieć, że nie czuję do pana niechęci, ale do wybranej przez pana formy osądzania innych. Czas jednak na trzecią gonitwę – bo tak to trzeba nazwać – naszego pojedynku słów i argumentów. Nazwał mnie pan dżentelmenem , ale używając sformułowania „dżentelmena nie znam”, to tak jak „gościa nie znam”. Dlatego nie wziąłem tego na poważnie. Zejdźmy jednak z koni i porozmawiajmy jak na dżentelmenów przystało :

 Radosław Matusiak : – Autor rozpoczyna swój wpis od doniośle i górnolotnie brzmiącego wykładu o słowie pisanym. Poucza czytelnika o różnicach między autorem a narratorem…

Mirosław Tłokiński : – Górnolotnie ? Pisząc, nie byłem i nadal nie jestem pewien, czy jest pan mówiącym czy piszącym. Dlatego tłumaczyłem, że narrator to osoba opowiadająca o wydarzeniach i jego głos nie musi być  identyczny z głosem autora dzieła. „Nie musi” nie znaczy „nie jest”. Taka drobna uwaga. I drugi drobiazg. Pana ostatni tekst o Widzewie był podpisany Radosław Matusiak, a ten z dedykacja dla mnie ma podpis „weszło”. Czy w obu przypadkach jest pan autorem ? Jeśli tak, to dlaczego na końcu poprzedniego felietonu o Widzewie było pańskie imię i nazwisko, a teraz portalu ?

RM : – Wspomina o „niezrozumiałym slangu młodzieżowym”. Próbując dostosować się, jak zrozumiałem, poziomem do mojego wpisu, również schodzi na drogę metafor, porównując mnie do konia. W mniemaniu autora bowiem „jednym z określeń tej mowy młodzieżowej jest słowo „koń”, które jest definicją młodego, niezbyt kulturalnego mężczyzny”.Nie przypominam sobie, aby słowo „koń” w jakiejkolwiek mowie młodzieży czy slangu oznaczało to, o czym pisze pan Mirosław.

MT : – W moim i pańskim środowisku może nie poznaliśmy tego słowa, ale w jakiejś gwarze ono istnieje. Podaję więc źródło – „miejski słownik slangu i mowy potocznej”. Patrzeć litera „k”, słowo „koń”. Jak się można będzie przekonać, nie wszystko musi pan osobiście przeżyć i znać. Trzeba także umieć korzystać z innych źródeł wiedzy.

RM : – Nie będę robił z tego powodu afery. Autor ma już swoje lata i mowa dzisiejszej młodzieży nie musi być mu przecież dokładnie znana.

MT : – Ponieważ podałem panu źródło i znaczenie słowa, więc i ja też afery nie będę robił. Mając jednak swoje lata i mając do czynienia z młodzieżą na codzień, mogę już na początku stwierdzić, że nie jest pan może koniem w dosłownym znaczeniu, ale niezbyt kulturalnym mężczyzną na pewno tak !

RM : – Poza tym koń to jedno z najpiękniejszych zwierząt. Zawsze przecież mógł mnie porównać do jakiegoś mniej godnego stworzenia.

MT : – Mógłbym,ale tego nie zrobiłem, bo wtedy byłbym świnią. Wykorzystując słowo koń, chciałem ukazać pańskie symboliczne oblicze. Koń, to przede wszystkim symbol zwycięstwa, radości, siły i nieokiełzanej wolności. Symbolizuje młodość, męstwo oraz odwagę. Porównałem pana do najpiękniejszego i najbardziej „noblowskiego” stworzenia podkreślając wyniosłość , dumę i inne cechy podobne do tego zwierzęcia.Widać,że nie zrozumiał pan jaką rangę powinien mieć a jaką sam sobie nadał. A raczej zrozumiał, bo powiedział  „godne stworzenie” i takim człowiekiem powinien pan być !

RM : – Nie mam najmniejszego problemu z polemiką. Nawet z krytyką tego, co piszę. Każdy ma bowiem prawo przedstawiać swoje zdanie i swoje argumenty. Gorzej, jeśli polemika taka sprowadza się do oczerniania w kłamliwy sposób. Albowiem we wpisie pana Mirosława jest kilka ewidentnych kłamstw”.

MT : – Ciekawe jakie i ile ? Będę liczył wraz z czytelnikami.

.RM : – Zacznijmy od wytłumaczeniu panu Mirosławowi porównania, którego się dopuściłem, a którego znaczenia wyraźnie pan Mirosław nie zrozumiał.

MT : – Zrozumiałem, ale nie mogę się doczekać jak mi to pan wytłumaczy. Proszę jednak uważać, bo jak pan mógł zauważyć jestem człowiekiem syntezy i każdy wyraz i znak ma dla mnie ogromne znaczenie !

RM : – Moje słowa brzmiały tak – „Ostatnio jednak tchnęło trochę optymizmem, kiedy to przy Piłsudskiego zatrudniono specjalistę od awansów do LM – Wojciecha Stawowego. Szukanie trenera przez Widzew przypominało chyba trochę wizytę w dyskotece podstarzałego playboya bez kasy. Taki stoi przy barze, bardzo chciałby coś wyrwać, ale co lepsze już zajęte, a on ma spore wymagania, bo pamięta jeszcze czasy, jak był przystojny i bogaty. Jednak zbliża się piąta rano, a on ciągle sam. Na parkiecie zostaje tylko niezbyt piękna, doświadczona przez życie trzykrotna rozwódka, której ostatnie związki kończyły się fatalnie”.€˜

Teraz cytat z pana Tłokińskiego: „Nie trzeba być aż tak wielkim intelektualistą jak sam RadoMatu, aby zauważyć, że mówi o „kliencie” i rozwódce, ale tak opisanej, że prawie „prostytutce”.

MT : – Zdaje się, że słowo „prawie” jest wyrazem określającym w języku polskim. „Prawie prostytutka”, to nie to samo co „prostytutka”. W innym zdaniu wspomniałem, że „opisuje pan drugą osobę (prostytutkę?)…”. używając w nawiasie znaku zapytania, który także ma swoje znaczenie jak mi wiadomo i na pewno nie twierdzące. Zwłaszcza, gdy mówimy o mężatce. Chyba, że nią jest i było to może powodem jej trzykrotnego rozwodu. Powiedziałem „może” panie Radosławie, a nie „na pewno” !

.RM : – Nigdy nie sądziłem, że będę musiał tłumaczyć to porównanie osobie tak inteligentnej, za jaką chce uchodzić krytykujący mnie autor.

MT : – A ja mam nadzieję,że jako ten zarozumiały narrator wytłumaczy mi pan to, nie tylko jako autorowi, ale także tej inteligentnej osobie za którą chcę uchodzić. Jeśli się to panu uda, to będę pełen podziwu.

RM : – Zacznijmy więc od początku. Widzew – kiedyś największy klub w Polsce, zatrudniający najlepszych trenerów i najlepszych piłkarzy. Klub, który był marzeniem wszystkich szkoleniowców i wszystkich zawodników. Klub, który kiedyś spokojnie można było nazwać bogatym. Stąd owy dżentelmen w dyskotece.

MT : – Bla, bla,bla. Nic mi pan nie wytłumaczył, tylko chce „odwrócić kota ogonem” ! Trzymajmy się faktów. Po pierwsze, to ja napisałem,że są możliwe dwie wersje, choć sam tytuł wskazywałby na to że chodzi o Widzew. Pan wybrał klub jako „playboya bez kasy”, a ja jego właściciela jako „ukrytego bohatera” w podtekście. Pana wersja nie jest wiarygodna, bo Widzew w całej swojej historii był najbogatszym właśnie za czasów Sylwestra Cacka. A pan chce mnie rozczulić wersją historyczną. Mam nadzieję,że pisząc „kiedyś”, nie miał pan na myśli okresu Wielkiego Widzewa,bo wtedy dostawaliśmy pensje z zakładów pracy i to nieporównywalnie niskie w stosunku do zarobków za pańskich czasów . Dawniej, każdy klub górniczy był bogatszy od Widzewa. Niech pan nie myli wielkich sukcesów z wielkimi pieniędzmi. Tym razem, odpowiedzi  na pytanie jak to było z tym bogactwem, nie zostawiłem czytelnikom, ale oceniłem sam, bo dawny Widzew nie można było jak pan twierdzi „spokojnie nazwać bogatym”. Jak widać, cały czas pan błądzi.

.RM : – Jednak jak  wszystkim wiadomo, dziś Widzew już nie jest bogaty, ani nie jest klubem do którego lgną i piłkarze, i szkoleniowcy. Przeciwnie. Mało który poważny trener zaryzykowałby w tym momencie prace w tym klubie, o czym z pewnością przekonał się właściciel Widzewa. Zatem mężczyzna w dyskotece również nie jest pierwszym wyborem dla niewiast szukających towarzysza”.

MT : – Jak już mówiłem, proszę poznać lepiej kulisy finansowe dotyczące dawnych zarobków trenerów i zawodników zanim zacznie pan coś pisać. Pan mnie rzeczywiście  nie tylko bierze za fizycznego niedołęgę i starca, ale także intelektualnie naiwnego dzieciaka. Posiadam jeszcze umiejętność czytania między wierszami ? Nie kupuję tego  scenariusza !

RM : – Idąc dalej. Z całym szacunkiem, trener Stawowy również jest na zakręcie swojej kariery. Piszę to bez żadnej złośliwości.

MT : – Pan nazywa to ocenianiem i wytykaniem błędów ? Dla mnie to zwykłe wyrokowanie , obrażanie i brednie, które są wynikiem pańskiej zarozumiałości oraz braku umiejętności analizowania i wyciągania wniosków jako potencjalnego dziennikarza, działacza czy trenera. Po co ta hipokryzja używania pięknych słów. Czy porównując trenera do „niezbyt pięknej rozwódki”, także pisał pan o nim z całym szacunkiem i bez żadnej złośliwości ?

RM :  - Nie powiodło mu się u ostatnich pracodawców. Pamiętamy jednak, że kiedyś nieźle radził sobie w Cracovii. Widzew jest z pewnością dla niego jedną z ostatnich szans, jeśli nie ostatnią, na udowodnienie przydatności.

MT : – Znowu myli się pan całkowicie. W przeciwieństwie do pana, nie uważam aby Widzew był ostatnim klubem i ostatnią szansą dla tak młodego szkoleniowca jakim jest Stawowy . Nawet gdyby mu się nie powiodło w Łodzi, to i tak jego kariera będzie miała swoją kontynuację. Chyba, że jest tak słaby psychicznie  jak pan i sam ją zakończy przedwcześnie.

RM : – Stąd porównanie do kobiety pozostającej na parkiecie do późnych godzin bez towarzysza.Tyle.

MT : -Tylko tyle panie Radosławie ? Kobieta i towarzysz tzn. trener i Widzew czyli osoba i instytucja.Trochę logiki jest, bo Widzew to na pewno Towarzystwo (Robotniczo Sportowe).Teraz mówi pan tylko o „kobiecie”, a ja więcej niż tyle, bo o „niezbyt pięknej rozwódce”. I znowu się nie zgadzamy na tyle, aby dojść do porozumienia na tyle ile można. Tyle tylko, że oba określenia należą tylko do pana i to tylko z dwóch pańskich artykułów. Co by było gdyby było ich nie tylko tyle, ale więcej ? Tyle. Ale rozmawiajmy poważnie. Proszę kontynuować i szukać tych kłamstw.

RM : – Porównanie uważam za bardzo trafione, jak zresztą większość czytelników Weszło. Porównanie proste, którego pan Mirosław nie zrozumiał lub zrozumieć nie chciał. Nie bardzo wiem, jak można było znaleźć tutaj jakąś prostytutkę. Może autorowi z racji wieku, siłą rzeczy, myśli brną w tym kierunku”.

MT : – Brawo po raz drugi za kulturę osobistą wyrażoną w ostatnim zdaniu ! Ale wróćmy do sedna sprawy, czyli trafnego według pana i większości czytelników Weszło porównania trenera do niezbyt ładnej trzykrotnej rozwódki.  Na 35 komentarzy było tylko 11 wspierających i  jeden w pigułce pięciu komentarzy w formie dialogu między pana fanami „ – Tłokiński to pijak, a każdy pijak to złodziej. – A każdy złodziej to pijak. – Pierwsza wersja prawidłowa. – Dzięki, nie pamiętałem oryginału. – Też nie pamiętałem dokładnie, ale z pomocą zawsze służy YT by rozwiać wątpliwości”. Panie Radosławie gratuluję fanów z Weszło. Jaki autor lub narrator tacy czytelnicy i ich komentatorze. Przykro mi, ale ponieważ w ogóle nie piję alkoholu, więc to mnie nie dotyczy. I to nazywa pan większością ? Chodzi o większość krajową, wojewódzką czy redakcyjną ? Słyszałem, że technicznie jest możliwe, aby jedna osoba wysłała wiele oczerniających komentarzy zmieniając tylko imię nadawcy. O czyich kłamstwach więc mówimy, skoro nie umie pan nawet policzyć swoich sympatyków ? Od kiedy jedna trzecia to większość ?

RM : – Dalej autor pisze: „Nie wiem, ile ma pieniędzy aktualny właściciel, ale jedno wiem -dawniej rozrzucał nieroztropnie pieniądze na lewo i prawo, płacąc wielu nieudacznikom za ich usługi. Jednym z nich był RadoMatu. Kupując tego konia nie kierował się oceną jego predyspozycji fizycznych, technicznych, intelektualnych, a zwłaszcza psychicznych, ale popularnością na krajowym rynku. Myślał, że kupuje konia wyścigowego, a kupił pociągowego. Różnica polegała tylko na tym, że zamiast „pociągnąć” zespół, koń pociągnął Sylwestra Cacka na dużą kasę”. Sprostujmy więc to ewidentne kłamstwo”.

MT : – Słucham z pokorą. Może tym razem uda się panu wreszcie je udowodnić.

 RM : – Gdy przychodziłem do klubu po raz pierwszy, moje uposażenie było ponad trzykrotnie niższe niż najlepiej zarabiającego zawodnika klubu. Po powrocie do Widzewa z pobytu w Grecji, było ono dokładnie 10-krotnie niższe niż lidera w tym zestawieniu. Dodatkowo, kiedy odchodziłem z klubu do Krakowa, Widzew otrzymał za mnie 300 tysięcy złotych. Sumując wszystko, łącznie z bonusem, który otrzymałem ponad rok po czasie, stałem się jednym z nielicznych piłkarzy, na których klub cokolwiek zarobił”

MT : – Jak pan wie dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają i dlatego o nich nic nie pisałem. Użyłem słowa „kasa”, tak jak pan użył słowa „kasa” w stosunku do playboya. Ja użyłem „duża”(kasa), a pan „bez”(kasy). Dlatego śmiem twierdzić, że pańska nadwrażliwość spowodowała, iż zagalopował się pan za daleko z interpretacją tego słowa i tłumaczeniem samego siebie. Proszę kontynuować.

RM : – Jako członek rady nadzorczej, powinien pan Mirosław taką wiedzę posiadać. Rozumiem więc, że wprowadził czytelników w błąd celowo”.

MT : – Od początku nic pan nie zrozumiał. Mnie ten temat w ogóle nie interesował i nie miałem oraz nie mam zamiaru tego sprawdzać. Nie to było celem mojej krytyki.  Jak można stwierdzić w poprzedniej wypowiedzi, nie wprowadziłem nikogo w błąd. Wręcz przeciwnie, nie określałem żadnych sum pana dotyczących, z czym zgodziłby się każdy osądzający !

RM : – Ciekawiej robi się dalej. Pan Mirosław pisze: „W poprzednich wywiadach cały czas chwalił się sezonem spędzonym w Bełchatowie, w którym strzelił dziesięć bramek. Nie wspomina jednak, że w przeciągu 9 lat biegał dla 12 stajni (12 klubów) i strzelił 9 goli! Proszę państwa, oto prawdziwy eks-geniusz strzelecki i aktualny doradca Widzewa od szukania „poważnych” piłkarzy, takich jak on!”

 MT : – Nie grał pan 9, ale 13 lat w piłkę. Dlatego napisałem „ – Nie wspomina jednak,że w przeciągu 9 lat…”. Powinien pan zauważyć, że odliczyłem 4 lata którymi chwalił się pan najbardziej. Moja analiza była od początku do końca analizą w stosunku rocznym. Mówiłem o bramkach w sezonie a nie sezonach, dlatego napisałem : – „chwalił się sezonem w którym strzelił dziesięć bramek”. Z czterech lat odliczyłem panu 38 bramek, w tym 30 z Bełchatowa.  Nie muszę panu tłumaczyć, dlaczego bramek strzelonych w tym klubie nie powinniśmy brać pod uwagę ? Ale osądzanie zostawmy sądowi. Chyba wyrok już zapadł ? Czy nadal uważa pan, że zrobiło się ciekawiej ?

RM :  – Nie trzeba być geniuszem, żeby zajrzeć w Wikipedię. Jak sam autor wspomina, zrobił to, aby przytoczyć powyższe statystyki. Zaglądam więc i ja. Okres, po którym wyjechałem z Bełchatowa, a o którym wspomina autor, skończył się w moim wykonaniu taką oto statystyką: 45 meczów – 20 goli. Mówimy tylko o jednym roku ”.

MT : – Gdyby nie wspominał pan, że mówi „tylko o jednym roku” to pomyślałbym, że chodzi o statystykę po Bełchatowie do końca kariery. Tym rokiem był rok 2007.Grał pan dla 2 klubów (Palermo, Heerenveen) w 13 meczach strzelając 5 goli. Ja analizuję rok, a pan jaki okres ? Odsyłam do  http://pl.wikipedia.org/wiki/Rados%C5%82aw_Matusiak

A jeśli dane są błędne, to proszę mieć pretensje do Wikipedia a nie do mnie !

RM : – Prawdą jest, że grałem w 12 klubach, lecz już kompletnym kłamstwem jest liczba strzelonych bramek. Nie było to 9, jak pisze autor, lecz 51.

MT : – Jeszcze raz panu przypominam,że przy analizie brałem okres pana najsłabszych 9 lat a nie całej kariery.Według jednej Wikipedii strzelił pan w tym okresie nie 9 jak napisałem, ale 8 bramek. Według innej 13. Liczba 51 dotyczy całej pańskiej kariery czyli 13 lat. Dlatego nie nazwę pana kłamcą, ale nie umiejącym czytać i analizować lub manipulatorem. Świadczyć to może tylko o jednym, że rzeczywiście był pan autorem dedykcji dla mnie. Zadanie tym trudniejsze, bo polegało na odpowiedzeniu a nie opowiedzeniu !

RM : – Wnioskuję zatem, że pan Mirosław nie potrafi korzystać z dobrodziejstw internetu. Przyjmijmy to na karb dość podeszłego wieku autora.Wszak internet jest domeną młodzieży”

MT : – Chyba nie myliłem się w ocenie, bo po raz trzeci odezwał się w panu slangowy koń i nawet gdyby symbolicznie nie istniał, to młody i niezbyt kulturalny mężczyzna jest realny. Proszę wziąć sobie do serca moje słowa : – Ważniejszą cechą każdego młodego człowieka, nie jest umiejętność danych wyszukiwania, ale mądrość ich analizowania. Natomiast najważniejszą domeną młodzieży nie powinno być dobrodziejstwo internetowego korzystania, ale starszych szanowania i ich rad słuchania. „Dlatego dwie uszy, jeden język dano, iżby mniej mówiono, a więcej słuchano”.

 RM : – Pan Tłokiński za fatalną sytuację klubu obarcza – jak sam ujął – ”nieudaczników”, którzy przejedli pieniądze właściciela. Jeśli dobrze się zorientowałem,

TM : – Tak dobrze się pan zorientował.Chodzi o wszystkich biorących i to bez względu o jakie sumy by nie chodziło. Przez trzy lata nie pobierałem żadnego wynagrodzenia, więc do nich się nie zaliczam, w przeciwieństwie do pana.

RM : – Krytykujący mnie autor był członkiem rady nadzorczej klubu przez 3 lata. Rada nadzorcza z definicji ma nadzorować poczynania zarządu i działalność spółki, w tym wypadku klubu. Jak wywiązała się z tej roli w przypadku Widzewa? Czy to nie za kadencji pana Mirosława z klubu pieniądze wypływały szerokim strumieniem we wszystkie strony? Począwszy od nieprzyzwoicie wysokich kontraktów, przez nieracjonalne umowy i horrendalne wynagrodzenia ? ”

MT : – Znowu strzela pan w ciemno. Moja działalność przypadała na lata 2008 – 2011. Przyszedłem do Widzewa gdy grał w 1 lidze i za mojej kadencji kontrakty były już podpisane i żadne pieniądze nie wypływały ! Jak wywiązałem się z tej roli ? W ciągu tego okresu Widzew dwukrotnie zajął pierwsze miejsce w 1 lidze (2009 i 2010) awansując dopiero za drugim razem. Natomiast w trzecim roku grał w Ekstraklasie i skończył rozgrywki na 9 miejscu ! Pomimo wewnętrznej euforii, w liście dymisyjnym do Rady Nadzorczej przepowiedziałem klubowi nie tylko aktualną sytuację, ale opisałem z jakich powodów i przyczyn to nastąpi. Jak widać zadając pytania, był pan kompletnie nieprzygotowany i niedoinformowany wykazując całkowity brak kompetencji. Gdzie pana profesjonalizm dziennikarski ? Chyba łatwiej idzie panu narracja opowiadania osobiście przeżytych historii niż odpisywanie lub pisanie na jakieś dowolne tematy. Połączył pan tylko moje nazwisko z aktualną sytuacją klubu i ruszył z kopyta z insynuacjami ! Ale szukajmy dalej tych kłamstw.

RM : – Czy za obecną sytuację Widzewa odpowiada jeden koń czy choćby całe ich stado, czy ludzie którzy fatalnie klubem zarządzali przez ostatnie lata? Zostawmy ocenę kibicom”.

MT : – Nie musi pan zostawiać kibicom. Wystarczy, że zostawi pan to mnie. Odpowiadam : – Winni są wszyscy. Głównym odpowiedzialnym za sprawy sportowe powinien być zarząd i jej dyrektor sportowy. A jego wybór zależał od właściciela klubu. Następnie zawodnicy i trenerzy, bo jaki trener tacy zawodnicy, a zwłaszcza taki ich styl gry. Krytykowałem od początku wszystkich trenerów oprócz Fornalika i Michniewicza oraz zawodników za nieumiejętność gry w piłke,ale bez skutku. Oto co napisałem w liście dymisyjnym : – Myślę,że wszyscy zdają sobie sprawę z tego co można było i co powinno się zrobić w przeciągu tego okresu czasu (3 lat) jeśli chodzi o postęp sportowy. Zawsze popierałem CEL który wybraliśmy, ale nie DROGĘ do tego celu.

RM :  - Żebyśmy mieli jasność – Widzew to mój klub. Tutaj się wychowałem jako człowiek i jako piłkarz. Tutaj byłem na moim pierwszym meczu, tutaj skończyłem moją piłkarską karierę. Dobro tego klubu leży mi szczególnie na sercu. I szlag mnie trafia jak patrzę na Widzew, z którego śmieje się cała Polska. Uważam, że jako kibic i były piłkarz tego klubu, mam prawo a nawet powinienem wytykać błędy ludziom, którzy są odpowiedzialni za obecny stan rzeczy. Między innymi więc i panu Tłokińskiemu.

MT : – Mnie na razie nic pan nie wytknął, za co mógłbym się wstydzić, być odpowiedzialny lub przepraszać.Pan może powinien krytykować, ale nie wydawać wyroki. I tu jest sedno naszego konfliktu. Od kiedy stwierdzenia mówiące o tym, że „trener jest na wirażu” i „praca w Widzewie jest jego ostatnią szansą” oraz porównanie go do „niezbyt pięknej rozwódki” nazywamy wytykaniem błędów ? Które z tych zdań wyrażają ocenę trenera ?

RM :  - Podsumowując. Krytykujący mnie pan Tłokiński zarzuca mi arogancję, brak manier i brak wychowania, samemu nazywając mnie „koniem”, kłamiąc w zdecydowanej większości kwestii. Autor chce uchodzić za praworządnego obrońcę Widzewa, będąc po części sprawcą obecnej jego niedoli. Cóż.

MT : – Widzę,że ten koń został panu jak ość w gardle i nie może pan go (jej) przełknąć. A propos, określił pan trenera Stawowego jako  „niezbyt pięknego” W tym samy slangu mowy potocznej jako „konia” określa się także „brzydką osobę” obu płci. Tego też pewnie pan nie słyszał, ale nieświadomie lub z braku wiedzy określił go koniem !

RM : – Czy zna pan powiedzenie ”kopać się z koniem”? Z pewnością tak, skoro tak chętnie porównał mnie pan do tego właśnie stworzenia. Dla własnego dobra odradzam. Koń naprawdę mocno kopie.

MT : – Znam to powiedzenie, ale nie wiem o jakie jego znaczenie panu chodzi. Czy „walczyć z czymś (kimś) bez szans na powodzenie”, czy wulgarnie „bić się z gów..m”. Nie chciałbym wybierać, bo mógłby pan czuć się znowu urażony, tym bardziej że pochodzi także od konia.

Czy dwa ostatnie zdania mam traktować jako realną groźbę ? Fizyczną czy intelektualną ? Parę lat temu powiedział pan jednemu dziennikarzowi „- Jeszcze raz napiszesz o mnie nieprawdę, to zacznij się oglądać”. Mam nadzieję,że tym razem chodzi o kopnięcie słowne, bo znowu można byłoby to zrozumieć w dwojaki sposób. Jeśli chodzi o dalszą „walkę z wiatrakami”, którą mi dżentelmenie odradzasz, to mam wrażenie że nie doceniasz ani moich fizycznych starczych możliwości, ani intelektualnych mojego pióra ! Skoro jednak chce się pan jeszcze ze mną „ścigać”, to proszę przygotować się do kopnięcia mnie, bo na moje mocne kopnięcie piórem może pan jeszcze liczyć. Czekam na reakcję, ale proszę się tym razem nie spieszyć czytając i bardziej przemyśleć swoje odpowiedzi.

RM :  - Choć w pana sytuacji najgorsze jest, że również mówi, bo przez to wyszedł pan na kompletnie niepoważnego człowieka.

MT : – Jak mam to interpretować, jako wytykanie moich błędów czy osądzanie ? Myślę, że jest to wydanie wyroku jako narratora a może autora !?  Po pana artykule jeden z fanatyków Widzewa (Marek) tak napisał „ – no to pozamiatał Mirka RadoMatu”. Moja odpowiedź brzmiała : „ – Panie Marku, widać, że nie docenia Pan mojego pióra. Postawił Pan na jednego konia, a nie poczekał na moją ripostę. To nie koniec gonitwy”.

 

Podsumowanie :

 

Panie Radosławie, w swojej  pożegnalnej serii „Jak co czwartek” napisał pan :

- Jak trafnie zauważył ktoś z was w komentarzach, nieźle szło mi pisanie wspomnień. Jednak publicystą najlepszym chyba nie jestem. Zostawię więc tę rolę dziennikarzom, a przede wszystkim chłopakom z Weszło.Po kilku miesiącach pisania bloga wiem, że nie jest prostą sprawą pisać z sensem, ciekawie, nietuzinkowo. Wszystkie historie opisywane przeze mnie wydarzyły się naprawdę Dlatego skończyłem grać w piłkę tak wcześnie, dlatego też kończę pisać tego bloga.Ten blog, po wyczerpaniu się ciekawych historii, robił się coraz mniej ciekawy, więc lepiej zrobić miejsce komuś innemu”.

Na podstawie tych słów mogę stwierdzić, że nie we wszystkim jesteśmy niezgodni. Z tym zgadzam się całkowicie. Napisał pan jednak o jeden tekst za dużo. Nie tylko była to dedykacja z kompletnym z brakiem analizy i syntezy mojego materiału, ale także pełna manipulacji i kłamstw a tym samym bez sensu i nieciekawa. Jak sam pan powiedział, takie pisanie nie jest proste.

Między nami, sam pan to pisał czy chłopcy z Weszło ? Pozostanie to  waszą tajemnicą. Jak pan widzi, przepraszać nie mam za co, a o przeprosiny nazwania mnie kłamcą nie będę zabiegał, bo mieliśmy do czynienia ze stworzonym przeze mnie fikcyjnym dialogiem dżentelmenów. Pogubił się pan całkowicie, a który z nas wyszedł na niepoważnego człowieka zostawmy czytelnikom ! Jak mówią „ koń ma cztery nogi a też się potknie”. Nawet największym mistrzom oraz znawcom i specjalistom zdarzają się pomyłki i błędy, ale żeby krytykować innych, krytykującemu musi się ich zdarzać zdecydowanie mniej niż krytykowanemu. Panu zdarzyło się ich zbyt dużo jak na jeden wyścig słów i argumentów. Z tego też powodu, nie tylko stanął pan na zakręcie swojej dziennikarskiej kariery, ale poprzez własne lub czyjeś błędy wyleciałeś z toru . Interpretacja kogo to dotyczy zależy od tego, kto był autorem dedykacji dla mnie ! Polecam piękne przysłowie które przestrzega przed gadulstwem, które może nas ośmieszyć i zadziałać na naszą szkodę, a brzmi następująco : Reguła prosta, że aż osłupia : kto się wymądrza ten się wygłupia ! Tak naprawdę ten dialog między nami nie miał żadnego sensu, bo dotyczył dyskusji o karierze napastnika ,który w swoich najlepszych 4 latach strzelał średnio jedną bramkę na miesiąc, a w dalszych 9-ciu jedną bramkę w roku !!! A w całej karierze ? Średnio 3 bramki w roku (51 : 13 = 3,09) .Oto prawda w pigułce o pańskiej karierze. A gdzie te moje kłamstwa panie Radosławie ? Teraz nie tylko wyszedł pan na niezbyt kulturalnego, ale także kompletnie niepoważnego człowieka. Czekam na mocne kopnięcie (konia oczywiście) !

RM : – Zbliżają się święta, a że – jak wiemy – zwierzęta mówią wtedy szczególnie wyraźnie, życzę wszystkim czytelnikom Wesołych Świąt. Również panu Mirosławowi”.

MT : Ponieważ nie chciałem odpisywać przed tak pięknym świętem jak Boże Narodzenie gdzie pokój i spokój jest najważniejszy, więc życzę tym razem wszystkim czytelnikom, Szczęśliwego Nowego Roku 2015. Również Radosławowi Matusiakowi.                                                                                                                                                                                                                                                                                                    Mirosław Tłokiński – struś (który nie chowa głowy w piasek).

 

PS. „ W niczym człowiek nie przewyższa zwierząt, … ” ( Ks. Kohleta 3,19)